Malta na skuterze – słoneczny pomysł na zimowy wypad

Styczeń. Polska skuta mrozem, motocykle przykryte na zimę, a my… Malta na skuterze. Z kluczykami od wypożyczonego bolidu w kieszeni i całą wyspą do przejechania. Brzmi jak sen? Dla mnie to była rzeczywistość – i powiem Wam jedno: Malta to miejsce, które każdy motocyklista powinien odwiedzić przynajmniej raz skuterem, motocyklem – pełna dowolność.
Skuter zamiast autokaru
Gdy tylko wylądowaliśmy, pierwsza decyzja była oczywista – żadnych autobusów ani samochodów. Sprawdziliśmy pogodę w telefonach. 12 stopni rano, maksymalnie około 18 stC w ciągu dnia. To wystarczyło, żeby podjąć decyzję – szukamy wypożyczalni skuterów. Dlaczego Malta na skuterze, a nie „prawilnie” motocyklem? – ano dlatego, że wakacje rządzą się swoim prawem i mniej zobowiązujący skuter dawał nam po prostu więcej swobody.
Nasz duet jest ciekawy. Ja jeżdżę motocyklem na co dzień, a mój partner dopiero stawia pierwsze kroki na jednośladzie. Łączy nas jedno – kochamy kolekcjonować momenty i żyjemy tu i teraz, z wiatrem we włosach.
Malta jest na tyle mała, że w ciągu kilku dni można objechać praktycznie wszystko. Wąskie uliczki pośród starego budownictwa i kręte wybrzeże są wręcz stworzone dla dwóch kółek. My mieliśmy na to trzy dni.

Sliema – start w samym środku życia
Startem projektu Malta na skuterze była Sliema. Tam wypożyczyliśmy sprzęt, a potem ruszyliśmy w miasto. Tętniąca życiem promenada wzdłuż morza, kawiarnie, sklepy i widok na Vallettę po drugiej stronie zatoki. Idealne miejsce na pierwsze godziny na wyspie. Taka rozgrzewka przed tym, co miało dopiero nadejść.
Zasada pomysłu „Malta na skuterze” była jedna: nie jedziemy według sztywno wytyczonej trasy. Jeśli jakieś miejsce nas przyciągnie, po prostu się zatrzymamy. Bez presji. Tylko prawdziwe przeżywanie każdego kilometra.
St. Paul’s Bay – plaża w środku zimy
Bez pośpiechu ruszyliśmy dalej w stronę St. Paul’s Bay. W Polsce w styczniu nikt nawet nie myśli o plaży, a tutaj słońce grzało na tyle mocno, że można było usiąść na kamieniach, zdjąć kurtkę i po prostu patrzeć na morze. Woda była niesamowicie turkusowa, a plaża prawie zupełnie pusta. Luksus i ogromna wdzięczność, że taka pogoda przywitała nas na Malcie.
Birżebbuġa – cisza i południe wyspy
Z St. Paul’s Bay ruszyliśmy na południe – do Birżebbuġy. Mała, lokalna miejscowość, bez turystycznego zgiełku. Takie miejsca lubię najbardziej, miejsca gdy można poczuć, jak Malta naprawdę żyje, z dala od głównych szlaków.

Mellieħa i Coral Lagoon – dziura w klifie, która zapiera dech
Mellieħa to jedna z najpiękniejszych miejscowości na wyspie — położona wysoko na grzbiecie klifu, z panoramą na północną część Malty. Ale prawdziwy skarb czeka trochę dalej, na samym cyplu wyspy. Coral Lagoon to naturalna dziura w klifach na północnym krańcu Malty. Turkusowa woda, skały i cisza. Można tam dojść pieszo wzdłuż nadbrzeżnej ścieżki i spojrzeć w dół na lagunę albo wpłynąć do środka kajakiem od strony morza. W styczniu byliśmy tam praktycznie sami — i to był jeden z tych momentów, dla których warto podróżować poza sezonem.

Popeye Village – bajkowe miasteczko w zatoce
Kilka kilometrów dalej znajduje się Popeye Village w Anchor Bay. Nie spodziewałam się aż takiego widoku. Wiedziałam, że będzie pięknie, ale to, co zobaczyłam, doprowadziło mnie do łez. Miasteczko zostało zbudowane w 1980 roku jako plan filmowy do musicalu z Robinem Williamsem. Dziś funkcjonuje jako atrakcja turystyczna. Kolorowe, krzywe domki zawieszone nad zatoką wyglądają jak wyjęte z kreskówki.
Przeczytaj także: Moja historia z motocyklem – jak dwa kółka uratowały mi życie
Pomarańczowe niebo odbijające się w wodzie, bajkowa sceneria i cisza styczniowego popołudnia. Zdjęcia robią się same. Kiedy wracam do tego miejsca myślami, nadal chce mi się płakać. Magia.

Gżira — wschód słońca nad wodą
Wczesny ranek, jeszcze ciemno. Wsiadamy na skuter i jedziemy do Gżiry. Mała miejscowość nad wodą, z widokiem na zabytkowe forty po drugiej stronie zatoki. Wschód słońca nad morzem, zupełna cisza i gorąca kawa z pobliskiego baru. Jeden z tych momentów, które pamięta się długo po powrocie.
Valletta — stare miasto, które ma w sobie wszystko
Nie można być na Malcie i nie odwiedzić Valletty. Stolica wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jedna z najmniejszych stolic Europy, a jednocześnie jedno z najbardziej zagęszczonych historycznie miast świata.
Wąskie uliczki biegnące w górę i w dół, barokowe kościoły, forty nad Grand Harbour i widoki na wszystkie strony. To kilka godzin spacerów z głową zadartą do góry.
Blue Grotto – zachód słońca na falach
Ostatni zachód słońca spędziliśmy przy Blue Grotto na południu wyspy. Skaliste klify, jaskinie i woda w odcieniu, którego chyba nie ma nazwy w żadnym języku. Siedzieć tam, gdy słońce chowa się za horyzont, a cały klif powoli robi się złoty – to jest właśnie to, po co Malta na skuterze okazała się strzałem w 10-tkę.
Malta na skuterze? – dlaczego warto?
Malta ma zaledwie 27 kilometrów długości, ale zmieściło się na niej więcej niż na niejeden kontynent. Wąskie drogi, strome podjazdy, wybrzeże po lewej i po prawej stronie – wszystko to sprawia, że jazda skuterem czy motocyklem jest czystą przyjemnością. Bez korków, bez czekania na autobus, bez zwiedzania w rytmie przewodnika.
Styczeń okazał się idealny, temperatura około 15-17 stopni i brak turystów. Zimę w Polsce polecam spędzać właśnie tak.
Do zobaczenia na trasie.






















