Moja historia z motocyklem – jak dwa kółka uratowały mi życie

Udostępnij:
Moja historia z motocyklem

Witaj. Chcę opowiedzieć Ci historię o czymś, co mnie zbudowało, co podniosło mnie wtedy, gdy życie próbowało mnie złamać. O czymś, co dało mi wolność, gdy wszystko inne próbowało ją odebrać. O motocyklu. A właściwie — o drodze.

Mój początek

Wszystko zaczęło się w lipcu 2012 roku. Właśnie wtedy zdałam prawo jazdy na kategorię A i B. Dla wielu osób to po prostu dokument w portfelu. Dla mnie był to początek zupełnie nowego świata. Od pierwszej chwili wiedziałam jedno – wolność nie jest dla mnie wyborem. Wolność jest moją naturą. W mojej rodzinie tylko mój tata ma prawo jazdy na kategorię A, ale nigdy nie był czynnym motocyklistą. Nikt mnie do tego nie namawiał. Nikt mnie w to nie wprowadzał. Po prostu któregoś dnia poczułam to „coś”.
To uczucie, które mówi: to jest Twoje miejsce. I tak zaczęła się moja historia.

moja-historia-z-motocyklem-mototribe-

Pierwsza miłość

Mój pierwszy motocykl był jak pierwsza prawdziwa lekcja życia. Yamaha Diversion z 1994 roku. Nie była nowa. Nie była idealna. Nie była szybka. Ale była moja. Nauczyła mnie cierpliwości. Pokory wobec drogi. Spokoju w głowie – spokoju, który jest najważniejszy gdy jedziesz na dwóch kołach. Do dziś pamiętam moment, gdy pierwszy raz wrzuciłam bieg i ruszyłam. Ten moment, kiedy świat nagle się otwiera. Kiedy wiatr zaczyna opowiadać swoją historię, a droga przed Tobą nie ma końca.
Zakochałam się w tym uczuciu natychmiast.

Pierwsza prawdziwa podróż

W 2018 roku wydarzyło się coś ważnego. Postanowiłam zrobić pierwszy solowy trip. Cel: Praga.
Sama, bez sprawnego internetu, na wiekowym motocyklu. Dla wielu osób to może brzmieć jak kiepski pomysł. Dla mnie była to jedna z najpiękniejszych lekcji życia.
Droga uczy pokory. Ale uczy też czegoś ważniejszego – zaufania do siebie.
Bo kiedy jesteś sama, kilkaset kilometrów od domu, na maszynie starszej od niejednego kierowcy na drodze, masz tylko dwie opcje: panikować albo zaufać sobie.
Wtedy zrozumiałam coś bardzo ważnego – w trudnych sytuacjach najgorszą decyzją jest panika. Spokój i wiara w siebie potrafią przeprowadzić Cię przez wszystko. To był mój prawdziwy kurs życia.

Moja historia z motocyklem

Kilometry, które budują człowieka

Z każdym kolejnym miesiącem razem z Yamahą pokonywałyśmy setki kilometrów.
Drogi przez lasy. Asfalt nagrzany słońcem. Poranki, kiedy świat dopiero się budził. Oczywiście były też wspólne wyprawy z motocyklową ekipą. Jeśli ktoś nigdy tego nie przeżył, trudno to opisać. To nie jest tylko jazda. To jest wspólnota ludzi, którzy rozumieją, czym jest droga.

Rok 2019 — kiedy straciłam wolność

Życie potrafi nagle skręcić w zupełnie nieoczekiwanym kierunku. W 2019 roku wydarzyło się coś, co na długo odebrało mi to, co było dla mnie najważniejsze. Pozwoliłam, żeby ktoś odebrał mi moją wolność.
Manipulacja. Zazdrość. Kontrola. Pod przykrywką troski. Pod przykrywką miłości.
Sprzedałam motocykl. Miał być lepszy, nowszy, „kiedyś”… ale to „kiedyś” nigdy nie nadchodziło.
Kiedy zbliżał się sezon, zawsze pojawiał się powód, żeby go nie kupować.
I tak minął rok. Potem kolejny. I jeszcze jeden… – tak mijały aż do 2022 roku.

Moja historia z motocyklem

Marzec 2023 – odzyskałam siebie

Toksyczne relacje potrafią zostawić po sobie spustoszenie. Rozsypują pewność siebie. Podcinają skrzydła. Sprawiają, że człowiek zaczyna wątpić w samego siebie, ale przychodzi moment, kiedy znowu pojawia się światło.
Dla mnie tym momentem był marzec 2023 roku. Dzięki mojemu przyjacielowi kupiłam motocykl – Kawasaki ER6.

Przeczytaj także: QJ Motor SRK 921 – streetfighter w przystępnej cenie

Pamiętam dokładnie moment, kiedy pierwszy raz na nim usiadłam. To było coś więcej niż tylko zakup motocykla. To było odzyskanie części siebie. Poczułam coś, czego nie czułam od lat. Wolność i łzy wzruszenia, które pojawiają się do dziś, gdy o tym myślę. Bo moja wolność nigdzie nie zniknęła. Ona tylko czekała, aż po nią wrócę. A kiedy wróciłam – byłam już dużo silniejsza.

Moja historia z motocyklem

Udostępnij: