Test Moto Morini Seiemmezzo – włoski temperament z rozsądnym charakterem

Test Moto Morini Seiemmezzo – włoski temperament z rozsądnym charakterem.
Na rynku motocykli klasy średniej dzieje się dziś naprawdę sporo. Jeszcze kilka lat temu wybór sprowadzał się głównie do japońskiej „wielkiej czwórki”, a dziś? Włoskie marki wracają do gry, brytyjskie przeżywają drugą młodość (często z wparciem chińskiego kapitału), a stricte chińscy producenci coraz śmielej pukają do europejskich garaży. W tym całym zamieszaniu Moto Morini Seiemmezzo wyróżnia się wyjątkowo skutecznie. Wygląda jak motocykl z wyższej półki, ma ciekawą historię i – co najważniejsze – po prostu dobrze jeździ.
A przy tym niczego nie udaje. Gdy podjąłem go z poznańskiego oddziału VCruiser , będącego importerem Moto Morini w Polsce, już wiedziałem, że miło spędzimy czas podczas naszego testu. Motocykl musi się bowiem podobać, a ten scrambler wywołuje uśmiech na twarzy od wejścia.

Moto Morini – marka z duszą
Historia Moto Morini zaczyna się w 1937 roku, kiedy Alfonso Morini założył swoją firmę w Bolonii. Włosi robili to, co wychodziło im najlepiej – budowali motocykle z charakterem. Przez dekady marka zdobywała uznanie zarówno na drogach, jak i torach wyścigowych. Kultowe modele Corsaro czy 3½ do dziś mają wierne grono fanów.
Jak wiele europejskich producentów, Moto Morini nie uniknęło finansowych turbulencji. Po kilku zmianach właścicielskich w 2018 roku marka została przejęta przez chiński koncern Zhongneng Vehicle Group. Brzmi egzotycznie? Być może. Jednak projektowanie motocykli nadal odbywa się we Włoszech, a nowe modele zachowały charakterystyczny włoski styl. Produkcja została przeniesiona do Chin, co pozwoliło znacząco obniżyć ceny bez rezygnacji z markowego wyposażenia.
Można więc powiedzieć, że Moto Morini mówi z włoskim akcentem, ale ma chiński paszport.
Seiemmezzo, czyli „sześć i pół
„Seiemmezzo” po włosku oznacza dosłownie „sześć i pół”. Nie chodzi jednak o liczbę espresso wypitych przed projektowaniem motocykla, ale o pojemność silnika wynoszącą około 650 cm³.
Model dostępny jest w dwóch wersjach.
STR to klasyczny naked przeznaczony głównie na asfalt.
SCR dodaje odrobinę scramblerowego klimatu dzięki szprychowym kołom, innym oponom i kilku stylistycznym smaczkom jak wyżej zamontowany przedni błotnik czy wyższa kierownica.
Bez względu na wersję dostajemy motocykl, który prezentuje się naprawdę efektownie. Aluminiowy wahacz, odwrócony, w pełni regulowany widelec Kayaba, radialne zaciski Brembo, ABS i elektronika Boscha sprawiają, że trudno uwierzyć, iż mówimy o maszynie kosztującej wyraźnie mniej od wielu europejskich i japońskich konkurentów. Ponadto na pokładzie mamy 5 calowy wyświetlacz TFT z bardzo ładną grafiką, czujniki ciśnienia w oponach, oświetlenie LED i podświetlane przełączniki na kierownicy. Na bogato!

Dane techniczne
Moto Morini Seiemmezzo STR/SCR
* silnik: dwucylindrowy rzędowy DOHC
* pojemność: 649 cm³
* moc: 61 KM przy 8250 obr./min
* moment obrotowy: 54 Nm przy 7000 obr./min
* chłodzenie cieczą
* skrzynia biegów: 6-stopniowa
* masa: około 200 kg
* zbiornik paliwa: 16 litrów
* wysokość siedzenia: 810 mm
* zawieszenie Kayaba
* hamulce Brembo z ABS Bosch
To zestaw, którego jeszcze kilka lat temu można było oczekiwać w motocyklach kosztujących znacznie więcej. Cena Moto Morini Seiemezzo to 23900pln.
Silnik z dobrą historią
Jednym z najczęściej poruszanych tematów jest jednostka napędowa. I rzeczywiście – jej rodowód jest bardzo ciekawy.
Silnik zastosowany w Seiemmezzo wywodzi się z konstrukcji opracowanej wiele lat temu przez Kawasaki dla cenionej rodziny dwucylindrowych jednostek o pojemności 649 cm³, napędzający między innymi model ER6.
Nie oznacza to, że w Seiemmezzo pracuje identyczny silnik jak w dawnych Kawasaki. To współczesna konstrukcja bazująca na sprawdzonych rozwiązaniach, z własnym układem sterowania, osprzętem i charakterystyką pracy.
Dobra wiadomość jest taka, że wykorzystano rozwiązanie, które przez lata zdążyło udowodnić swoją trwałość. Czasem nie ma sensu wymyślać koła na nowo. Zwłaszcza jeśli to koło bardzo dobrze się kręci.

Jak jeździ?
Już po kilku kilometrach wiadomo, że Seiemmezzo nie chce nikomu niczego udowadniać. Nie prowokuje do walki z każdym światłem i nie zachęca do bicia rekordów prędkości. To motocykl, który po prostu dobrze współpracuje z kierowcą.
Pozycja za kierownicą jest naturalna i wyluzowana, kierownica znajduje się dokładnie tam, gdzie intuicyjnie spodziewają się jej ręce, a kanapa pozwala spędzić w siodle kilka godzin bez rozpaczliwego szukania najbliższej stacji benzynowej tylko po to, żeby rozprostować nogi (mając normalny wzrost, ale o tym później)
Silnik rozwija moc płynnie i przewidywalnie. Nie szarpie, nie kaprysi i nie wymaga ciągłego mieszania biegami. W mieście czuje się jak ryba w wodzie, a na krętych drogach pozwala czerpać sporo frajdy z jazdy. Najlepiej spisuje się w środkowym zakresie obrotów, mógłby „iść” lepiej z dołu, ale to już kwestia tego, z czego się przesiedliśmy i czego oczekujemy.
Zwinne prowadzenie, łatwe przerzucanie motocykla między zakrętami to zasługa zawieszenia Kayaba, które możemy sobie w pełni wyregulować, zarówno z przodu jak i z tyłu. Motocykl prowadzi się lekko i pewnie, nie wpada w nerwowość nawet na gorszej nawierzchni. Brembo również robi swoje – hamulce są skuteczne i łatwe do wyczucia.
A co z Royal Enfield Bear 650?
Choć oba motocykle korzystają z podobnej pojemności silnika, reprezentują dwa zupełnie różne światy. Miałem przyjemność jeździć Bear’em, który również ujął moje motocyklowe serce.
Royal Enfield Bear 650 stawia przede wszystkim na klimat. To motocykl, który pachnie klasyką, spokojnymi podróżami i kawą wypitą w metalowym kubku gdzieś pod schroniskiem. Jest też ciut większy gabarytowo, zatem mi było na nim odrobinę wygodniej. Jest motocyklem bardziej surowym w odbiorze, odwołującym się do flanelowej koszuli w kratę i skórzanych butów z wysokimi cholewkami.
Moto Morini Seiemmezzo jest bardziej nowoczesne. Oferuje regulowane zawieszenie, mocniejsze nastawienie na asfalt i znacznie bardziej dynamiczne prowadzenie. Nadal potrafi być wygodne, ale zamiast nostalgii proponuje nowoczesność w eleganckim, włoskim wydaniu. Tutaj jednak bardziej pasuje wypite espresso w białej filiżance i pikowana, skórzana kurtka.
To trochę jak wybór między płytą winylową a MP3. Oba rozwiązania mają swoich fanów i oba potrafią dostarczyć mnóstwo emocji.

Co zachwyca?
Przede wszystkim spójność całego projektu. Seiemmezzo nie sprawia wrażenia motocykla złożonego z przypadkowych elementów. Wszystko do siebie pasuje – od proporcji, przez jakość lakieru, aż po detale. Logo Moto Morini na poszczególnych elementach łapie za serce, brązowa kanapa z wyciśniętymi cyferkami 6 1/2 nie zostawią obojętnym nikogo mającego dobry gust. Aluminiowy wahacz, zawieszenie Kayaba, hamulce Brembo czy elektronika Boscha to nie są przypadkowe logotypy w katalogu. W codziennej jeździe czuć, że te podzespoły po prostu dobrze ze sobą współpracują. Sprzęt budzi zaufanie jako całość od pierwszego kontaktu, a to solidny fundament do przyjaźni z tym motocyklem.
Na plus zasługuje również kultura pracy silnika. Jest wystarczająco elastyczny, przewidywalny i nie wymaga ciągłego wachlowania biegami. To jednostka, która nie próbuje imponować brutalną mocą, tylko zachęca do płynnej, spokojnej jazdy. A kiedy przyjdzie ochota na trochę szybsze tempo, również nie zawodzi. Moja uwaga, to jedynie brzmienie wydechu. Mógłby brzmieć bardziej rasowo.
Bardzo pozytywnie zaskakuje także prowadzenie. Motocykl jest lekki w odczuciu, chętnie zmienia kierunek i daje sporo pewności nawet mniej doświadczonym motocyklistom. To jedna z tych maszyn, na których już po kilku kilometrach czujesz się, jakbyście znali się od lat. Idealna propozycja na pierwszy „dorosły motocykl” lub na powrót w siodło po latach.

Co irytuje?
Nie ma motocykli idealnych i Seiemmezzo również ma kilka drobnych wad.
Mam 192 cm wzrostu, więc patrzę na ergonomię z nieco innej perspektywy niż większość kierowców. Dla mnie motocykl jest po prostu odrobinę za mały. Kolana są mocniej ugięte, a pozycja za kierownicą mogłaby być nieco bardziej przestronna. Nie oznacza to jednak, że jazda jest niewygodna – raczej czuć, że konstrukcja była projektowana z myślą o osobach mierzących około 175–185 cm. W tym przedziale wzrostu ergonomia będzie bardzo dobra.
Przy wyższych prędkościach daje o sobie znać również brak ochrony przed wiatrem. To jednak cecha praktycznie każdego nakeda i scramblera, więc trudno uznać ją za prawdziwy zarzut.
Można też mieć niedosyt mocy, jeśli ktoś przesiada się z motocykla o pojemności litra lub mocniejszej sześćsetki. Ale wtedy problemem nie jest Seiemmezzo, tylko oczekiwania właściciela.
Scrambler – motocykl z charakterem
Od kilku lat można zauważyć ciekawy trend. Coraz więcej motocyklistów dochodzi do wniosku, że ogromny motocykl klasy ADV nie zawsze jest potrzebny. Owszem, wygląda imponująco i świetnie prezentuje się z kompletem aluminiowych kufrów… tylko że przez większość czasu stoi pod biurem albo…wraz z samochodami w miejskim korku.
I właśnie tutaj pojawiają się nowoczesne scramblery.
Moto Morini Seiemmezzo SCR pokazuje, że można mieć motocykl z charakterem, który równie dobrze odnajdzie się w mieście, na krętej szosie i na szutrowym skrócie do ulubionej kawiarni. Nie udaje wyprawówki dookoła świata, ale też niczego nie musi udowadniać.
To propozycja dla ludzi, którzy mają własny styl i nie chcą jeździć dokładnie tym samym motocyklem, co połowa parkingu pod centrum handlowym. Scrambler daje odrobinę luzu, trochę klasycznego klimatu i sporą dawkę nowoczesnej techniki. Jest mniej oczywistym wyborem niż motocykl ADV, ale właśnie w tym tkwi jego urok.
Jeśli 90 procent swoich kilometrów pokonujesz po asfalcie, głównie w mieście i podczas weekendowych wycieczek, nowoczesny scrambler może okazać się znacznie rozsądniejszym wyborem niż wysoki, ciężki adventure z ambicjami zdobywcy pustyń.
Ostateczny werdykt
Moto Morini Seiemmezzo to motocykl, który nie krzyczy, że jest najlepszy. Po prostu robi swoje – i robi to naprawdę dobrze. Łączy włoski design, sprawdzoną technikę i rozsądnie skalkulowaną cenę. Obecnie ten model kosztuje w salonie jedynie 23900zł.
Nie próbuje być najszybszy ani najbardziej futurystyczny. Zamiast tego daje coś, czego coraz częściej szukamy w motocyklach – lekkość prowadzenia, przyjemność z jazdy i uśmiech pod kaskiem. Jazda nim nie sprawia wysiłku, po przejażdżkach schodziłem z niego totalnie wyluzowany.
Bo przecież właśnie o ten uśmiech chodzi. A jeśli po zakończonej przejażdżce łapiesz się na tym, że odwracasz głowę, żeby jeszcze raz spojrzeć na motocykl zaparkowany pod kawiarnią, to znaczy, że projektanci Moto Morini wykonali kawał dobrej roboty. Ja się oglądałem…























